Aktywnaparka.pl - Karkonosze

Karkonosze poproszę!

Karkonosze są najwyższym pasmem górskim Sudetów i głównym grzbietem ciągnie się granica polsko-czeska. Najwyższym szczytem jest Śnieżka, ma ona 1602 m n.p.m. Góry te są w większości zbudowane z kilku odmian granitu. Podczas trekkingu można podziwiać ciekawe formacje skalne, stawy, równiny, kotły polodowcowe, faunę i florę.

Z Adamem wybraliśmy Drogę Przyjaźni Polsko-Czeskiej od Szrenicy do Śnieżki i ją Wam dzisiaj opiszę. Jako że minęło już około 2 miesiące od naszej wyprawy, postaram się odtworzyć wszystkie szczegóły :). Choć nie będzie to tak dokładny opis jakby pisać od razu po powrocie. Mam nadzieję, że mimo to Wam się spodoba i zachęci do pokonania tej trasy. Zapraszam do czytania!

Plan doskonały! Czy uda nam się cały?

Nasza wyprawa odbyła się 30 lipca 2018 roku. Start mieliśmy w Szklarskiej Porębie. Jako że zatrzymaliśmy się w apartamencie w Karpaczu, zastanawialiśmy się jak dogodnie dojechać do kolejki krzesełkowej prowadzącej na Szrenicę. Okazało się, że busy za bardzo nie kursują, Pan z taxi chciał szokującą sumę za przejazd, na szczęście znajomy zaproponował, że nas podwiezie. Ekstra!

Bilety na wyciąg kupiliśmy już dzień wcześniej, aby nie czekać w kolejce. Tak naprawdę najbardziej obawialiśmy się ograniczonego czasu, ponieważ chcieliśmy przebyć całą trasę w ciągu jednego dnia wraz ze zjazdem z Kopy. I tu właśnie tworzyło się ograniczenie. Ostatni zjazd był o 18:00, więc od 9:00 (a w sumie od ok. 9:45, bo zanim się wjechało i odnalazło szlak, minęło trochę czasu) było 8 godzin i 15 minut na pokonanie trasy z przystankami na odpoczynek, jedzonko, picie oraz na zrobienie fajnych zdjęć (a no i jeszcze Adam musiał powchodzić na skałki :D). Dodatkowo na wyprawę zabraliśmy mamę Adama, pomimo dosyć ciężkiej trasy, świetnie dała sobie radę (na Śnieżkę już z nami nie weszła). Nasze zegarki Garmina pokazały nam, że całą trasę, czyli 24,5 km, przebyliśmy (wraz z przystankami) w 7 godzin i 47 minut :D. Udało nam się zdążyć!

Pokazany czas powyżej to czas samej wędrówki, wraz z przystankami było 7:47 h.

Start!

Naszą wędrówkę zaczęliśmy o 9:45 tuż obok Schroniska na Hali Szrenickiej, skąd udaliśmy się do szlaku czerwonego Przyjaźni Polsko – Czeskiej. Jest on dobrze oznakowany i przyzwoicie utrzymany, widać konkretną ścieżkę. Na początku jest to płaski teren, gdzie można podziwiać przepiękne panoramy po stronie Polskiej oraz Czeskiej.

Pierwszym punktem na trasie były formacje skalne Trzy Świnki (podobno przypominają świnki, ale ja nie zauważyłam takiego podobieństwa :D) oraz następny Twarożnik.

Następie przechodzimy obok Łabskiego Szczytu. Można zauważyć przepięknie rosnący na skałach porost –  Wzorzec Alpejski (Rhizocarpon alpicola) w jasnozielonym kolorze.

aktywnaparka.pl - Łabski Szczyt
Łabski Szczyt

Wędrując dalej ukazuje się piękny widok na RTON Śnieżne Kotły. Cały czas trasa jest lekka i przyjemna, słoneczko świeci, żyć nie umierać 🙂

aktywnaparka.pl - RTON Śnieżne Kotły
RTON Śnieżne Kotły

Tuż za stacją telewizyjno-przekaźnikową rozpościera się cudowny widok na Śnieżne Kotły. Są to dwa polodowcowe kotły – Mały i Duży –  pomiędzy Łabskim Szczytem, a Wielkim Szyszakiem, zbocza mają ok. 200 m. Widok jest nieziemski, co natura i czas potrafi zrobić ze skałami :).

Dalej idziemy urwiskiem obok Wielkiego Szyszaka, bardzo ciekawa ścieżka wiodąca przez wielkie kamienie pod nogami. Po lewej można oglądać przepiękny krajobraz. Kawałek drogi możecie zobaczyć na filmiku poniżej.

aktywnaparka.pl - Wielki Szyszak
Wielki Szyszak

Jeszcze 15 km!

Dalej mijamy Czeskie Kamienie, Śląskie Kamienie, spalone schronisko Petrova bouda, gdzie dalej droga jest asfaltowa. Dochodzimy do schroniska Odrodzenie. Tutaj zaczyna się trudniejsza trasa, a mianowicie wejście pod Małego Szyszaka, dosyć strome z dużymi kamiennymi „schodami”. Nie powiem, kilka razy trzeba było się zatrzymać na tym podejściu, bo puls mocno skoczył, ale daliśmy radę (Adam skakał jak kózka :)).

Dalej, po unormowaniu oddechu, napotykamy kolejną formację skalną – Słonecznik. Znaki pokazują, że zostało już 6 km do Śnieżki 🙂 Jupi!

aktywnaparka.pl - Słonecznik
Słonecznik

Za słonecznikiem w rozpościera się widok na Wielki Staw (ma on ok. 8 ha powierzchni), a tuż za nim w kotle polodowcowym Mały Staw (ok. 3,5 ha). Dalej widać piękną panoramę na schroniska – Samotnia i Strzecha Akademicka. Z uwagi na to, że na trasie zaczynają się torfowiska, droga momentami wiedzie przez drewniane mostki.

Wielki Staw

Coraz bliżej Śnieżka!

Po pokonaniu Równi pod Śnieżką dochodzimy do schroniska Dom Śląski mieszczącego się na Przełęczy pod Śnieżką. Tutaj turyści przychodzą z wyciągu krzesełkowego KOPA Karpacz, aby wejść na Śnieżkę, która jest już tuż obok. Mama Adama w tym momencie się z nami rozstaje i schodzi do kolejki linowej czekać na nas, gdy zejdziemy ze Śnieżki.

I tu się zaczyna :D. Gdyby nie fakt, że przebyliśmy już taką trasę, wejście na Śnieżkę nie byłoby dużym wyzwaniem. Z uwagi na to, że nie mieliśmy już za dużo czasu, wybraliśmy krótsze wejście na górę, ale za to mega strome. Oj nogi odmawiały posłuszeństwa, kilka razy musieliśmy się zatrzymać, przynajmniej ja, Adam najprawdopodobniej wszedłby szybciej. Po 25 minutach udało się nam! Dotarliśmy na Śnieżkę! 😀 Na górze stoi obserwatorium meteorologiczne, w kształcie spodka z restauracją, oraz Kaplica Św. Wawrzyńca. Obeszliśmy z każdej strony, porobiliśmy zdjęcia i udaliśmy się na odpoczynek na ławeczki. Tu wyciągamy zimne piwko z cudownego plecaka Adama :D. Jakie pyszne ono było po tak długiej wędrówce. Po odpoczynku zeszliśmy w dół łagodniejszą trasą i udaliśmy się do kolejki linowej do Karpacza. Udało nam się dotrzeć na czas :). Brawo my! Czas udać się na zasłużony odpoczynek.

Podsumowanie

Trasa momentami była ciężka (jak były duże przewyższenia i trzeba było wchodzić w górę po skałkach), ale generalnie była po prostu bardzo wyczerpująca z uwagi na długi dystans i ostatni element – wejście na Śnieżkę. Jedyny błąd, jaki popełniliśmy to brak ochrony przed słońcem – nie wzięliśmy kremu z mocnym filtrem. Poskutkowało to oczywiście sporymi oparzeniami – ja miałam na sobie spodenki do kolan i całe łydki stały się czerwone. Oj cierpiałam kolejne dni przeokropnie. Adam spalił sobie kark, uszy, ale oparzenie szybko mu minęło i zaczął zrzucać skórę :D. 

Za to świetnym pomysłem było kupienie w Decathlonie (nie jest to promowane marki, ale fakt większość rzeczy tam kupujemy :P) plecaka termicznego. Można do niego dorzucić jeszcze wkłady chłodzące, tak zrobiliśmy, i przez całą naszą wyprawę napoje były chłodne 😀 Bajka! Polecamy wszystkim na gorące dni. Fakt, że Adam, bo on niósł ten plecak, na początku miał dosyć ciężki załadunek, kilka butelek wody, napoje izotoniczne, batony energetyczne i dodatkowo 2 piwka, aby wypić na szczycie Śnieżki :D. Mimo to dzielnie dał sobie radę, a nawet w trakcie wyprawy wziął jeszcze plecak mamy by było jej lżej :).

Ogólnie polecam każdemu pokonanie takiej trasy. Jest to trochę walka z samym sobą, czy da się radę, a różne myśli kłębiły się w głowie, ale po przejściu odczuwasz przeogromne szczęście, dumę, czujesz się fantastycznie, że się udało! Daliśmy radę! Teraz idziemy na schabowego! 😀 Jeśli masz jakieś pytania odnośnie trasy, naszego ekwipunku czy innych rzeczy pisz w komentarzu, a na pewno Ci odpiszemy :).

Podziel się postem! :)

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on print
Share on email