aktywnaparka.pl - start

Rowerem z Warszawy do Siedlec – 97km (29.09.2018)

Skąd wziął się pomysł i jak przygotowaliśmy się do wyprawy?

Witajcie! W ostatnią sobotę września przejechaliśmy rowerem z Warszawy do Siedlec. Pomysł na wyprawę pojawił się na początku tego tygodnia. Prawdę mówiąc, miały na to wpływ 4 sytuacje:

  • Szukaliśmy fajnego pomysłu na aktywny weekend —  A jakby tak trasa rowerowa? Może pobiegać po Lesie Kabackim? Może wybrać się na dłuższy spacer w Warszawie lub okolicy. W końcu jesteśmy samozwańczą aktywną parką i tyłek trzeba ruszyć! 🙂
  • Poprzedniego tygodnia skompletowaliśmy dobrej jakości stroje na dłuższe wyprawy rowerowe, od skarpetek zaczynając — na kasku kończąc. Napiszemy o nich za jakiś czas recenzję, natomiast sam wygląd możecie zobaczyć w tym poście lub na jednym z ostatnich wpisów na FB :).
  • W ostatni czwartek zostaliśmy szczęśliwymi nabywcami dwóch kamer GoPro 7 prosto po premierze. Mówię szczęśliwymi, bo nie odkryliśmy jeszcze ich wszystkich funkcjonalności, a już jesteśmy bardzo zadowoleni. O nich też coś napiszemy za jakiś czas :). Możemy Wam tylko zdradzić, że filmik z naszej wyprawy, który osadziliśmy w tym poście, był kręcony naszymi nowymi nabytkami.
  • Co najważniejsze, podczas ostatniej rozmowy telefonicznej, obiecałem mojej Babci, że w najbliższym czasie znajdę czas i na pewno ją odwiedzę z Agnieszką. A słowa trzeba dotrzymywać! 
Biorąc pod uwagę te 4 fakty i zdarzenia, zdecydowaliśmy się na wyprawę rowerową Warszawa — Siedlce!

Co do przygotowania...

Jeżeli chodzi o przygotowanie stricte rowerowe do tej pory mamy je bardzo małe. Fakt, staramy się prowadzić aktywny tryb życia (a może po prostu do niego wrócić :)) i coraz lepiej nam to wychodzi. Niestety na cycling ledwo co byliśmy przygotowani. Mógłbym wyliczyć kilkanaście wizyt Agnieszki i 3 moje na zajęciach ze spinningu, które na pewno trochę nam pomogły przeżyć ten wyjazd. Jednym słowem, wypad, który dla niektórych mógł być nawet rozgrzewką, dla nas był nie lada wyzwaniem.

Przebieg trasy - cierpienia, zaskoczenie, szczęście i kozy

Plan zakładał, że wyruszymy o godzinie 5:30-6:00, żeby jadąc spokojnym tempem być na miejscu przed 12:00. Oczywiście plany musiały ulec zmianie. W piątek odbyły się urodziny mamy Agnieszki — Pani Hani. Specjalnie wnieśliśmy o rozpoczęcie imprezy około godziny 20:00, żebyśmy poszli spać 23:00. Jako że siedziało się bardzo miło, a zamiast planowanej wody w szklankach mieliśmy whisky, zakończyliśmy imprezę po 1 w nocy. Ostatecznie spać poszliśmy po 2:00, a wstaliśmy około 6:00. Wyjechaliśmy, nie jedząc nawet śniadania i na starcie byliśmy już zmęczeni!

Start!

Aga jest zdecydowanie lepszym nawigatorem niż ja, dlatego też ona wybrała trasę. Na kierownicy miała też wodoodporne etui z telefonem gdzie posiłkowała się apką google maps. Ruszyliśmy spod domu kierując się w stronę Lasu Kabackiego (całą trasę możecie zobaczyć na poniższych statystykach z naszych Garmin’ów Forerunner 735xt). 

Kolejno minęliśmy Metro Imielin — Stokłosy — Ursynów, dalej SGGW, Dolinkę Służewiecką i prosto, aż do mostu Siekierkowskiego. Z tego, co się dowiedziałem, Aga zaplanowała trasę, omijając główne drogi. Faktycznie, przez las Barciucha jechało się bardzo przyjemnie, jest to zdecydowany ciekawszy widok niż asfalt o powietrzu nie wspominając :). Problem w tym, że gonił nas czas. Było oczywiste, że spóźnimy się do Babci i musieliśmy zrobić wszystko, żeby to nie było duże spóźnienie. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, ale gdyby nie zmiana trasy prawdopodobnie byłoby to kilka godzin lub wcale byśmy nie dojechali. Zmiana trasy polegała na tym, że zrezygnowaliśmy z zieleni i pobocznych dróg na rzecz głównej, docelowej do Siedlec.

Zaczęliśmy pokonywać dystans szybciej, ale wciąż za wolno. Głównie dlatego, że Agniesia zostawała w tyle… Na treningach spinningu była nawet lepsza ode mnie, a tutaj kompletnie jej nie szło. Może zmęczenie po urodzinach dawało po sobie znać?

Zatrzymujemy się na batonika i wodę, a tu... Kozy!

W trakcie trasy zrobiliśmy kilka przystanków, więcej niż się spodziewaliśmy. Jeden z nich był jakoś w połowie drogi do Mińska Mazowieckiego. W pobliżu jakiegoś baru z kebabem i piwem, którego czarne ściany i brak okien skutecznie odstraszały gości — oczywiście nikogo tam nie było. Nawet duży parking im nie pomógł, a dla nas był idealnym miejscem na postój. Już mieliśmy się zatrzymywać, ale w oddali za bramą zobaczyliśmy kozę — tak wiem, to zdanie brzmi śmiesznie :). Podjechaliśmy, po czym okazało się, że jest ich, aż 5. Pomyśleliśmy — dobre towarzystwo do odpoczynku. I tu zaczęły się problemy… Jak tylko wyjąłem sezamki, które tak bardzo chciałem skonsumować od początku wyjazdu, koza zaczęła zachowywać się bardzo aktywnie. Ewidentnie miała na nie ochotę :D. Jako że podeszła tylko jedna, dałem jej kawałek. Niestety to był błąd. Zaraz po tym przydreptała reszta ekipy, a żeby nie zanudzać… Wszystko skończyło się tym, że połowę prowiantu zjadły mi kozy, a ja zostałem prawie z niczym :(. Umiały mnie podejść :P. Na szczęście, Agnieszka poratowała mnie swoimi sezamkami i pojechaliśmy dalej.

Wielkie zaskoczenie za Mińskiem Mazowieckim...

Po spotkaniu z kozami jechaliśmy dalej. Kolejnym kamieniem milowym w drodze do Siedlec był Mińsk Mazowiecki. Szło bardzo ciężko, Agnieszka zostawała non stop w tyle… Zdarzyło mi się, że ją ponaglałem… Byliśmy, coraz bardziej spóźnieni do Babci. 

Po jakimś czasie udało nam się dotrzeć do Mińska Mazowieckiego, umówiliśmy się, że jak tylko przejedziemy miasto, to zrobimy odpoczynek. Agnieszka była bardzo zmarnowana, dlatego zaproponowałem jej zamianę rowerami. Prawdę mówiąc, nie sądziłem, że dużo jej to pomoże, ale wiadomo — jakoś do Siedlec musimy dotrzeć :). Agnieszka się zgodziła i tak po przerwie na batonika i kilku telefonach ruszyliśmy dalej. I wtedy wszystko stało się jasne… Już po 3 kilometrach Agnieszka, jadąc moim rowerem, odjechała tak daleko, że ledwo ją widziałem. Nie miałem szans jej dogonić. Momentalnie zrozumiałem, jak ona musiała się namęczyć, żeby przejechać więcej niż 50% trasy do Siedlec. Zmiana roweru zmieniła wszystko. Teraz to ja prosiłem o przystanek i przepraszałem Agnieszkę za moje poganianie na każdym z nich. Po tym zdarzeniu podziwiam ją i jej wytrwałość jeszcze bardziej.

Wreszcie Siedlce!

Trochę czasu zajęło nam dojechanie do Siedlec, a dokładniej do bloku mojej Babci, która poddenerwowana czekała na nasze przybycie. Mimo tego, że się spóźniliśmy, przygotowała nam ciepły rosołek i drugie danie. Bardzo dobrze nam to zrobiło, gdyż mimo nowych strojów rowerowych byliśmy trochę zmarznięci. Ostatecznie dojechaliśmy około 14:30. Po spędzeniu czasu z rodziną wróciliśmy pociągiem do Warszawy, skąd przejechaliśmy jeszcze 11 km rowerem do domu. Dotarliśmy dopiero na 22:07. 

Czy warto jechać rowerem z Warszawy do Siedlec?

Jesteśmy bardzo zadowoleni z przebytego dystansu. Do tej pory najdłuższy dystans, jaki przebyliśmy na rowerach, nie był większy niż 30 km. Teraz jest to prawie 110 km jednego dnia. Co do trasy — jechało się całkiem przyzwoicie. Ścieżki rowerowe oraz pobocza były całkiem w porządku i teoretycznie można było wyciągać dobre prędkości (ehh, gdyby nie ten rower Agnieszki :P). My natomiast lubimy bardziej plenerowe trasy, gdzie jest więcej roślinności, a mniej spalin. Odpowiadając na pytanie – Tak! Warto jechać rowerem do Siedlec. Z tym, że my byśmy wybrali inną drogę na kolejne podejście :). Wiemy też, jaki będzie nasz kolejny zakup -> Rower dla Agnieszki. Może jakiś polecacie? 🙂

Filmik z naszej wyprawy.

Nasza ocena trasy:

Ocena dotyczy całej drogi zarejestrowanej przez nasze zegarki

Przystosowanie drogi dla rowerów
70%
Widoki
35%
Powietrze / zdrowie
15%

Podziel się postem! :)

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on print
Share on email