asdfg-01 (Copy)

Rowerem z Warszawy – Kampinoski Park Narodowy – Nowe Grochale – i z powrotem 13-14.10.2018

To może by tak połączyć przyjemne z pożytecznym?

Już od dawna mamy problem z czasem dla siebie. Wiadomo, w tygodniu praca jest normą, więc nie narzekamy (aż tak bardzo :P). W weekendy człowiek powinien wypocząć, natomiast w naszym przypadku praca w sobotę/niedzielę jest normalką. Ten weekend był inny — prawie wszystkie zlecenia na ten tydzień zakończyliśmy już o godzinie 12:00 w sobotę! Prawie — ponieważ Agnieszka musiała dowieźć jeszcze jeden tort weselny ok. 16 w niedzielę. Mieliśmy, więc przeszło 24h wolnego czasu, który chcieliśmy spożytkować w zdecydowanie aktywny sposób.

Skąd pomysł na taką trasę?

Nieświadomie z pomocą nam przyszli kochani rodzice Agnieszki — Pan Jan i Pani Hania. Kiedyś obiecaliśmy, że będziemy często z nimi jeździć w weekendy na działkę, aby sobie wypoczywać. Oczywiście my byśmy wypoczywali, bo oni i tak, zresztą, jak Agnieszka, są bardzo pracowitymi osobami. Żadne z nich nie wytrzyma bez wyrwania trochę chwastów, posadzenia roślinek lub dobudowania czegoś nowego na działce :P.

Niestety obietnicy chyba nie spełniliśmy, bo byliśmy na niej rzadziej niż raz w miesiącu. Kiedy weekendy się zbliżały i wiedzieliśmy, że oni jadą, a my znów nie mamy czasu, było nam przykro. Tym razem nie mieliśmy tego problemu. Dwa sprawne rowery, powyżej 24h czasu wolnego, od razu nasunęła nam się myśl, by w ten weekend zaskoczyć ich i pojechać rowerami do Grochali! Tam przenocować i wrócić następnego dnia inną trasą. Brzmi ciekawie, prawda?

KTM Life Road 2019

Zapewne zauważyliście, że powyżej pogrubionym tekstem wspomnieliśmy o dwóch rowerach. Tak! Spełniliśmy to, o czym pisaliśmy w podsumowaniu naszej relacji z podróży rowerowej do Siedlec. Kupiliśmy Agnieszce rower. Tak jak w tytule wybrankiem został KTM Life Road z serii na 2019 rok. Na szczęście są teraz wyprzedaże więc mogliśmy go dostać po rozsądnej cenie :). Model ten spełnia nasze oczekiwania w 95%. Mógłby mieć jeszcze rogi oraz większą i stabilniejszą podpórkę na dłoń (jak w KTM Adama 🙂), ale to prawdopodobnie zmienimy na przeglądzie po 200 km.

Przebieg trasy - dzień 1

Wyjechaliśmy po godzinie 14. Trasa przez Warszawę była niekomfortowa. Mimo że dróg dla rowerów wydaje się przybywać w Warszawie, sporo z nich jest aktualnie w przebudowie. Często spotykaliśmy pieszych na DDR’ach i nie jednokrotnie idących przed siebie wpatrzonych w telefon. Raz na drodze stanął nam nawet samochód, co zapewne pokażemy na filmiku, który zamieścimy w tym poście. Ciekawiej zaczęło się, jak opuściliśmy stolicę. Po Ożarowie Mazowieckim było już bardzo przyjemnie. Mniej aut, więcej zieleni i mogliśmy utrzymywać stałe tempo bez wymuszonego zwalniania co chwilę.

Śmieszna sytuacja przy Wąsy - Wieś

Jechaliśmy już jakieś 1h 50 minut. Zdecydowaliśmy się na kilkuminutowy postój w ‚Wąsach’ :). Napiliśmy się trochę wody, posililiśmy batonikiem zbożowym firmy BAKALLAND o nazwie BA. Tak sobie chrupiąc i rozmawiając, przyglądaliśmy się ciekawej sytuacji.

Dosłownie 150 metrów od nas było rondo, na którym z jednej strony trwała przebudowa drogi. Przy samym rondzie, na blokadzie jednego pasa był znak ‚Zakaz ruchu w obu kierunkach’. Mimo to samochody jechały… Próbowały szczęścia, a patrol policji, jednego po drugim kasował. Najśmieszniejsze było, jak jeden pojazd skradał się, próbując wybadać sytuację, kiedy to wyprzedził go inny prowadzony przez pewniejszego kierowcę. Nasz powolny zwiadowca, zauważywszy, że ktoś przejechał obok blokady, ruszył za nim. Oczywiście zaraz po minięciu blokady zrozumiał, że nie był to dobry pomysł. Natychmiast się zatrzymał i zaczął cofać za blokadę, aby tam zawrócić. Niestety Pan kierowca był tak przejęty, że wytyłował prosto w znak przy blokadzie i go przewrócił. Wybiegł z auta, postawił znak z powrotem i ruszył bardzo szybko, tam skąd przyjechał.

Kampinoski Park Narodowy - czysta przyjemność z jazdy - koniec trasy

Na tę część trasy czekaliśmy najbardziej. Mimo że jechaliśmy ulicą, jazda po Kampinoskim Parku Narodowym była dla nas czystą przyjemnością. Była sobota, a samochodów nie było jakoś bardzo dużo na trasie. Dookoła otaczały nas drzewa (jak to w lesie), czyste powietrze, lekko orzeźwiający chłodek… Stan jezdni był na tyle dobry, że mogliśmy utrzymywać naprawdę sensowne tempo. Cała ta przyjemność ciągnęła się od wyjazdu z Leszna do samych Grochali. W Grochalach kupiliśmy upragnione piwko ‚Lech’ i Bake Rollsy — które jak się później okazało uwielbia nasz pies :). Następnie podjechaliśmy pod upragnioną działeczkę. Rodzice byli bardzo mile zaskoczeni — i o to chodziło!

Garmin - Statystyki z dnia pierwszego

Dzień 2 - Rodzinny klimat i powrót do domu

Mimo sobotniego biesiadowania dobrze się wyspaliśmy. Rano, od razu po wstaniu, wzięliśmy ze sobą Tajkę i poszliśmy na spacer. Powietrze było idealne, a cisza działała relaksacyjnie. Tajka skakała w trawie jak sarenka, a my mieliśmy wreszcie czas, żeby na spokojnie (nie w biegu) sobie porozmawiać i delektować się spokojem. Szkoda, że nie nagraliśmy jakiego szaleju dostał piesek, bo czasami jest to naprawdę zabawne. Jej ulubioną rozrywką jest zdecydowanie zabawa w berka. Wystarczy się pochylić i udawać, że próbuje się ją złapać, a ona zaczyna biegać w kółko, po czym się zatrzymuje i kolejna próba. Fajnie było :).

Po powrocie zjedliśmy dobre śniadanko przygotowane przez rodziców, następnie wybraliśmy się na krótką wycieczkę rowerową z Panią Hanią. Wyjątkowe w tym wszystkim było to, że była to jej pierwsza wycieczka od naprawdę długiego czasu. Wcześniej niestety operacje trochę ją wykluczyły z tego typu aktywności. Jednak to, co dla nas najważniejsze, to fakt, że radziła sobie teraz świetnie. Z uśmiechem na twarzy przejechała cały założony dystans i już zapowiedziała przejazdy po lesie kabackim! Jesteśmy dumni!

Czas wracać...

Były spacerki, zabawa, biesiada, wycieczki, ale my musieliśmy jeszcze wrócić! Także od razu po odstawieniu Pani Hani po wycieczce rowerowej, bezpiecznie ruszyliśmy do domu. Tym razem wybraliśmy inny wariant trasy, który okazał się nawet lepszy od poprzedniego. Jechało się tak gładko i przyjemnie. Niemal zupełny brak samochodów na naszej trasie pozwolił nam cieszyć się widokiem przyrody. Aż do trasy S7 mieliśmy spokój, a widok spadających jesiennych kolorowych liści pozwalał jeszcze bardziej cieszyć się chwilą. Wiemy, że już to nie raz wspomnieliśmy, ale to powietrze… Czuć taką różnicę od tego warszawskiego, mimo że i tak jechaliśmy jezdnią, a nie środkiem lasu. Delektowaliśmy się nim, jak najdłużej się dało!

Przy S7 są równoległe uliczki z 2 stron trasy. Jest to świetne rozwiązanie, gdyż można odseparować ruch rowerowy od tego samochodowego. Fakt powietrze było już gorsze, ale to rozwiązanie dało nam możliwość jechać stałym tempem (pomimo że było dosyć ciężko jechać z uwagi na silny wiatr, który wiał w naszą stronę) i niejednokrotnie kilka minut porozmawiać, zanim spotkaliśmy samochód na naszej drodze. W ten sposób dosyć sprawnie dotarliśmy do Łomianek, gdzie podjęliśmy decyzję, żeby większą część Warszawy przebyć metrem.

Po przygodach i frustracjach z soboty woleliśmy przejechać metrem trasę Młociny — Natolin. Niestety ani trasy, ani spora część ludzi nie jest jeszcze gotowa na rowerzystów i nie respektuje ich praw. Po wyjściu z metra ruszyliśmy w stronę Lasu Kabackiego. Minęliśmy Górkę Kazurkę kierując się prosto do domku…

Garmin - statystyki z dnia drugiego

Filmik z GoPro 7

Czy warto jechać z Warszawy do Grochali przez Kampinoski Park Narodowy?

Zdecydowanie! My na pewno nie raz będziemy tę trasę jeszcze testować. Nie dość, że jest nam po drodze na działeczkę, to jest ona naprawdę przyjemna. Jeżeli ktoś tak jak my w ten weekend, będzie chciał jeździć więcej jezdnią niż szlakami leśnymi, mocno rekomendujemy wyjechać w godzinach bardzo porannych. Tak naprawdę im wcześniej, tym lepiej. Nie dość, że powietrze będzie wtedy o niebo lepsze to i samochodów może być mniej. Natomiast jeśli ktoś będzie zagłębiał się w Kampinoski Park Narodowy godzina nie będzie miała raczej dużego znaczenia :).

Nasza ocena trasy:

W przeciwieństwie do poprzedniego wpisu z trasy rowerowej zamierzamy zmienić podejście do oceny trasy. Nie będziemy uwzględniać części Warszawskiej. Powód jest prosty — ten odcinek zawsze będzie zaniżał ogólną ocenę. Dodatkowo ktoś, kto wybierze podobną trasę, wcale nie musi startować z Ursynowa, a np. z Pragi lub Białołęki, więc czas, w którym będzie musiał się przeprawiać przez Warszawę, będzie zdecydowanie mniejszy.

Przystosowanie drogi dla rowerów
85%
Widoki
65%
Powietrze/zdrowie
70%

Podziel się postem! :)

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on print
Share on email